Uderzyła kilkukrotnie w widełki, ale bez rezultatu; zamiast sygnału słyszała tylko jakieś trzaski. Do tej pory zdarzyło się to tylko raz, kilka lat temu podczas tajfunu, gdy wiatr pozrywał linie telefoniczne. Ale teraz nie było tajfunu? no chyba że liczyć tego potwora, który smacznie spał w jej sypialni.
Poszła do kuchni. Nie czuła się śpiąca, przespała prawie cały dzień, a po prysznicu była dodatkowo rozbudzona. Usiadła przy stole, oparła łokcie na blacie, a podbródek na pięściach i ciężko westchnęła.
To pewnie on wyłączył telefon. I pewnie zrobiło już dawno, tylko do tej pory nie było potrzeby korzystać. Chciał, żeby zadzwoniła do matki i powiedziała jej, że nie przyjadą. Musiał więc telefon na powrót włączyć. Choć na chwilę. Chciała obmyślić jakiś sprytny plan jak wykorzystać tę chwilę, ale życie okazało się być bardziej skomplikowane, niż film - miała całkowitą pustkę w głowie.
Stała przy ścianie z zamkniętymi oczami, zastanawiając się co teraz zrobić. Wciągnęła głęboko powietrze i zrobiło jej się jakoś milej... Po chwili zdała sobie sprawię z tego, dlaczego się tak poczuła - woda kolońska Bastiana. Otworzyła oczy by zobaczyć tego mężczyznę obok niej - opierał się na przedramieniu o ścianę tuż obok jej głowy, z drugą ręką na biodrze, patrząc na nią.
Serce zabiło jej mocno. Nie słyszała jak podchodził, nie słyszała jego oddechu, był bezszelestny. Uśmiechnął się do niej, co sprawiło, że poczuła się jak na Antarktydzie - owiał ją lodowaty wiatr.
Chciała odejść, ale ręka, do tej pory spoczywająca na jego biodrze, szybko znalazła się obok jej ucha. Stał teraz przed nią, po obu stronach osaczając ją, opierając się o ścianę za nią. Był nieco wyższy od Bastiana. Uśmiechał się lekko cały czas, przyjaźnie i wydawałoby się - miło. Zbliżył czoło do jej czoła, aż się zetknęły. Nie miała jak się odsunąć, nie miała dokąd uciec.
Ja długo to potrwa? - zapytała cicho drżącym głosem.
Dlaczego nie pozwolisz mi cię kochać? - odpowiedział pytaniem. - Przecież ja tylko chcę, żebyśmy byli szczęśliwi.
Daj mi spokój - jej głos drżał coraz bardziej, jakby miała się zaraz rozpłakać.
Nie chcę, żebyś cierpiała, nie chcę, żebyś się bała - odgarnął kosmyk jej włosów z policzka.
Daj mi spokój - nie potrafiła powiedzieć nic innego.
Mogłoby być nam bardzo dobrze - przesunął palec po jej policzku.
Brzydziła się jego dotyku. Odwróciła głowę, uciekając przed jego palcem, ale chwycił ją mocno za szczękę i z powrotem odwrócił przodem do siebie.
Po co się opierasz?? - warknął, marszcząc brwi.
Jego uścisk był mocny i bolał. Po chwili wyraz jego twarzy się zmienił - znowu stał się miły i przyjazny, zwolnił się także uścisk.
Nie chcę, żeby było w ten sposób - powiedział miękko. - Chcę, żeby było dobrze. Potrafię zapewnić ci wszystko, czego potrzebujesz - szeptał.
Czuła jego oddech na twarzy. Jego palec na szyi. Jego rękę we włosach. Chciała się odsunąć, ale nie miała dokąd.
Nienawidzę cię - szepnęła ze złością.
Stało się to tak szybko, że nawet nie wiedziała którą ręką ją uderzył. Musiała to być lewa dłoń, bo cios wymierzony był w jej prawy policzek. Dotknęła palące miejsce.
Nie zmuszaj mnie do takich rzeczy - powiedział.
Patrzyła na niego tylko nienawistnie.
Jako żona powinnaś mnie kochać - powiedział groźnie.
Oparta o ścianę, z dłonią na czerwonym policzku, patrzyła na niego z niechęcią spode łba. Zmrużył oczy, chwycił jej włosy i szarpnął gwałtownie do tyłu, zmuszając ją do odchylenia głowy.
I będziesz mnie kochać. Albo będziesz cierpieć - nachylił się nad nią i przycisnął swoje usta do jej. Usiłowała mu się wyrwać; uderzył ją jeszcze raz, a potem popchnął na ścianę.
Postanowiła, że nie da mu satysfakcji i nie będzie płakać.
Zerknęła na niego tylko, a potem odgarnęła włosy z twarzy. Chciała odejść, ale nie miała właściwie dokąd pójść.
Podszedł do niej, a potem siłą ją do siebie przycisnął. Chciała się wyrwać, ale skutek był odwrotny - i właściwie dokładnie taki, jakiego mogła się po nim spodziewać - jego ramiona mocniej się wokół niej zacisnęły. Oparła obie ręce na jego klatce piersiowej i z całej siły zaczęła odpychać. Siłowali się przez chwilę, a potem on ją puścił... ale nie uwolnił, bo błyskawicznie chwycił jej rękę, nie pozwalając odbiec. Usiłowała się wyszarpnąć, ale mocnej ścisnął - zabolała miażdżona dłoń i naciąganie mięśnie w ramieniu. Poddała się. Stanęła w miejscu, patrząc jak się do niej zbliżał. To tylko dwa kroki, ale wydawało jej się, że idzie do niej wieki.
Nigdy nie poddam ci się bezwolnie - powiedziała zachrypniętym głosem.
Uderzył ją płaską dłonią w twarz. Potrząsnęła głową w gniewie. Uderzył ją ponownie. I jeszcze raz.
Będziesz posłuszna - warknął.
Nigdy!!
Znowu poczuła cios, tylko razem innego rodzaju - uderzył ją pięścią. Lekko. Jakby to miało być ostrzeżenie. Udało się jej wyrwać z jego uścisku. Odeszła kilka kroków, tyłem, by móc go obserwować. Patrzył na nią. Jakby chciał ocenić ile wytrzyma. Wiedziała już, że to będzie długa, koszmarna noc.
Kiedy będziesz bił, proszę, byś unikał ciosów w brzuch - powiedziała lodowato.
Wyraz jego twarzy zmienił się radykalnie. Popatrzył na jej brzuch, a potem znowu na twarz. Uśmiechnął się lekko, ale nie mściwie, czy podle, tak zwyczajnie, jak ludzie się do siebie uśmiechają, a potem odwrócił się i poszedł do sypialni.
Może to była jakaś broń? Dziecko. Najwyraźniej nie chciał go skrzywdzić, więc pod pozorem troski o dziecko mogła go zmusić do łagodności. Gorzej, gdyby zorientował się, że nim manipuluje - wtedy nie tylko ona, ale także maleństwo znalazłoby się w niebezpieczeństwie. Nie, nie mogła pozwolić na coś takiego, nie mogła go narażać.
Gdzieś ktoś słuchał radia, z którego płynęła muzyka. Natychmiast poznała piosenkę Andy'ego Lau.
Kim jest ta śliczna buzia? - zapytała Bastiana, gdy ten gapił się w telewizor.
Nie zareagował, więc powtórzyła pytanie. Mruknął coś w odpowiedzi.
Co?
Lau Tak Wah - powtórzył nieco wyraźniej.
Popatrzyła na ekran.
Ładniutki - stwierdziła z uśmiechem.
Bastian zadarł głowę i na nią spojrzał.
To jest wieeeeelka gwiazda - poinformował ją.
Spodziewała się raczej jakiegoś zazdrosno-żartobliwego komentarza.
Od kiedy to lubisz facetów??
Jego lubię.
Uśmiechnęła się.
Pewnie się ładnie nawala.
Ty lubisz takie rzewne, smętne pioseneczki, spodobałoby ci się jego śpiewanie.
To on też śpiewa??
To jest jeden z czterech Niebiańskich Królów. Ech, wiele jeszcze musisz nauczyć się o Hong Kongu.
Wiem - usiadła obok niego.
Przytulili się do siebie i oglądali dalej razem.
Andy Lau stał się jej drugą miłością, zaraz po Bastianie. Zawsze groziła Bastianowi, że go dla Andy'ego rzuci, więc Bastian nie mógł się doczekać, aż aktor się ożeni i "odczepi" od jego dziewczyny (a potem żony).
Teraz głos Andy'ego przypomniał jej te chwile i łzy stanęły jej w oczach. Przymknęła je, usiłując wsłuchać się w głos w radio i choć na moment zapomnieć o tym, co miała teraz w domu. Bezskutecznie. Dobrze wiedziała, gdzie jest i co się dzieje. Nawet super przystojniak z telewizora nie był w stanie tego zmienić. Potrzebowała swojego własnego przystojniaka, tego za którego wyszła jedenaście lat temu. Nie miało znaczenia, że człowiek w jej domu wyglądał właściwie identycznie - on był super brzydalem, odrażającym i paskudnym.
Jak to charakter człowieka wpływa na jego "odbiór"... Popatrzyła w kierunku sypialni, gdzie intruz się krzątał, robiąc coś hałaśliwie. Zastanowiła się jak długo to jeszcze potrwa, bo przecież nie może tak w nieskończoność. Kiedyś trzeba będzie coś z tym zrobić.
Ale co?
A może ten człowiek był tak szalony, że w ogóle o tym nie myślał? W ogóle go to nie zastanawiało, nie obchodziło go, po prostu będzie tak, dopóki się coś nie zdarzy... i pewnie to zdarzenie będzie tragiczne w skutkach. Andy Lau skończył śpiewać: otworzyła oczy i zobaczyła, że obcy stoi w drzwiach i na nią patrzy.
- Jesteś piękna - powiedział.
Zabrzmiało to zupełnie tak, jakby powiedział to Bastian. Rozpłakała się. On podszedł do niej i ją objął. Nie wyrwała się, nie miała już siły walczyć. Nie miała już siły na nic, chciała tylko, by to się wreszcie skończyło, wszystko jedno jak, byle skończyło.
Gwałtownie podeszła do okna. Zapatrzyła się na światła sąsiedniej wyspy. Podszedł do niej i za nią stanął, ale jej nie dotknął.
- Przyzwyczaisz się do mnie - powiedział cicho.
- Jesteś chory - warknęła.
Milczał. Chyba się już nauczył nie reagować na jej obelgi, a może cierpliwie czekał, aż w końcu przestanie je rzucać. Niedoczekanie jego!
Czuła się straszliwie zagrożona. Ale nie ze względu na siebie, a raczej ze względu na dziecko. Co powiedziałaby Bastianowi, gdyby nie udało się jej uchronić maleństwa.
Usiadła na podłodze i skuliła się, wtulając w oparte na kolanach ramiona. Znowu uderzyła ją myśl, że Bastiana może już nie być. Obcy był zdolny do wszystkiego, już jej to udowodnił, bała się więc, że i do morderstwa. Nie mogła znieść myśli, że Bastian mógłby już nie żyć, ale nie mogła też jej od siebie odpędzić. A bardzo chciała; nie była przesądna, ale miała wrażenie, że myślenie o śmierci Bastiana może na niego śmierć sprowadzić.
Idziemy spać - pojawił się niespodziewanie.
Nigdzie z tobą nie idę.
Idziemy spać. Albo pójdziesz po dobroci, albo siłą. Wybieraj.
Odczep się.
Pomyślała, że mogłaby wykazać się biernym oporem, ale nie była pewna jak tego dokonać. Ileż łatwiejsze by to było, gdyby nie była w ciąży!
Chwycił jej nadgarstek i pociągnął go góry. Nie wstała. Ciągnął dalej. Czuła, jakby miał jej wyjąć rękę ze stawu, ale zacisnęła zęby i cierpiała w milczeniu. On niezmiennie ciągnął rękę coraz wyżej. Ból naciąganych mięśni i torturowanego stawu narastał. Z jej gardła wydobył się mimowolny jęk.
Nie mam czasu na takie bzdury - zirytował się nagle.
Szarpnął mocno, unosząc ją na wiszącej ręce, a potem chwycił w pasie i zawlókł do sypialni.
Nie wyobrażała sobie spędzić z nim nocy. Ani obok niego w łóżku, ani tym bardziej jakiegokolwiek seksu. Wymyśliła, że przed tym drugim ochroni się ciążą, ale... trudno było powiedzieć, czy opcja pierwsza wydawała jej się mniej obmierzła.
Popchnął ją na łóżko.
Znowu będziesz mnie brał siłą? Taka twoja miłość? - warknęła zła.
Uderzył ją w twarz. Potem usiadł nad nią, przycisnął jej ręce do łóżka nad jej głową, pochylił się i pocałował. Dotyk jego ust napawał ją obrzydzeniem i nie miała zamiaru tego ukrywać. Przekręciła głowę, uciekając przed nim, a on zsunął się na jej szyję, tam obsypując ją pocałunkami. Usiłowała się wyszarpać, ale jego uścisk był mocny. Nagle uwolnił jej lewą rękę - prawą dłonią chwycił jej podbródek, unieruchamiając go, a potem znowu zbliżył swoją twarz do jej. Usiłowała się wyswobodzić, ale błyskawicznym ruchem spoliczkował ją, znowu chwycił i, oblizawszy jej nieco suche usta, wsunął język do jej ust.
Gdyby miał dłuższe włosy, mogłaby go za nie złapać i odciągnąć, ale nie pomyślała o tym - jedyne co zrobiła, to dotknięcie jego głowy, które on najwyraźniej zinterpretował jako pieszczotę. Zwolnił uścisk na jej szczęce i jego pocałunek stał się bardziej pieszczotliwy, a mniej inwazyjny.
W końcu odsunął się od niej. Wydawał się być nieco rozczarowany jej całkowitą biernością.
Za pierwszym razem podobało ci się - powiedział. - Wiesz, że w łóżku jestem lepszy od niego, więc o co chodzi.
O to, że nie jesteś nim.
Mógłbym być.
Ale nie jesteś. Za usiłowanie chemii nikt Nobla nie dostał.
Usiadł obok niej.
Połóż się normalnie - rozkazał.
Nie ruszyła się.
Połóż się, będzie ci wygodniej na poduszce, przykryjesz się i będzie ci ciepło.
Nic.
Połóż się, albo ja to zrobię - jego ton się niby nie zmienił, ale wyczuła nutę groźby jego głosie.
Ciągle nie reagowała. W jakiś masochistyczny sposób prowokowała go... a może chciała pokazać, że się tak bezwolnie mu nie podda.
Chwycił ją za włosy i pociągnął w stronę głowy łóżka. Krzyknęła.
Powiedziałem, połóż się!! - ryknął jej w twarz.
Powstrzymując łzy, przesunęła się i skuliła na poduszce.
Teraz lepiej - mruknął. - Żona musi słuchać męża i być mu posłuszną.
Nie jesteś moim mężem.
Jestem. Kto jest na zdjęciu? - wskazał fotografię Babsi i Bastiana, stojącą na szafce w sypialni.
To nie jesteś ty.
A kto o tym będzie wiedział? Nawet ty nie wiedziałaś. Ładna z ciebie żona, co męża nawet w łóżku nie pozna.
Tu musiała mu - aczkolwiek z niechęcią - przyznać mu rację. Nie zorientowała się, że coś jest bardzo nie tak, po prostu sądziła, że Bastianowi zachciało się eksperymentów i odmiany - nie pierwszy raz zresztą. Ale nie zauważyła też innych różnic między nimi - obcy mówił inaczej, robił błędy, typowe błędy, które robiła masa Chińczyków mówiąca po angielsku. Jego akcent nie był taki brytyjski... raczej chiński. Na nic zdało się tłumaczenie samej sobie, że on wtedy mało się odzywał i niewiele mogła jego mowy posłuchać. Powinna była rozpoznać, że coś jest nie tak od razu, a nie po tej bliźnie.
Położył się obok niej na plecach, zakładając ręce pod głowę.
Przytulisz się do mnie? - zapytał cicho.
Zapomnij - mruknęła.
Czemu nie?
Popatrzyła na niego. Gapił się w sufit. Miał piękny, Bastianowy, profil.
Ty naprawdę nic nie rozumiesz? Naprawdę jesteś tak szalony, że nic nie rozumiesz?
Nie jestem szalony.
Jesteś. Szczególnie, że wydaje ci się, że jest wszystko w porządku.
Obrócił się na bok i popatrzył na nią.
Wcale mi się tak nie wydaje. Wiem, że wszystko jest źle. Ale tak powinno być. Powinnaś być moją żoną, to powinno być moje życie. Ja je tylko chcę odzyskać. Chcę przywrócić wszystko do odpowiedniego stanu. Tak, jak to powinno się było zdarzyć.
O czym ty mówisz?
Teraz to nie ma znaczenia. Teraz jestem tu, z tobą i jest dobrze.
Nic nie jest dobrze - warknęła gniewnie.
Uspokoiłaś się już troszkę? - zapytał, przesuwając palcami po jej policzku.
Odsunęła się.
Przybliżył się do niej, zupełnie, jakby nie zauważył jej ruchu, po czym ją objął. Nie reagowała. Czuła się już zmęczona całą tą sytuacją. Chciała już tylko spać.
Ale on nachylił się nad nią i pocałował ją w ramię. Potem przysunął się jeszcze bliżej i zaczął ją całować po szyi, ramieniu i uchu.
Daj mi spokój - nie odważyła się go odepchnąć, ale nie chciała, żeby ją dotykał.
Chcę się kochać - powiedział.
Jego głos, ton, lekka intonacja, wszystko brzmiało tak, jakby powiedział to Bastian.
Nie.
Czemu? - szepnął, całując ją w ucho.
Bo boję się, że to zaszkodzi dziecku. Twoja sperma to nie ta, które mnie zapłodniła.
To zrobimy tak, by mu nie zaszkodziło - powiedział.
Pomyślała, że fortel się nie udał, że on użyje prezerwatywy i i tak zrobi swoje.
Tylko skąd by ją wziął.
Nie chcę - otarła ucho z jego śliny.
Ale ja chcę - polizał jej ucho na przekór jej, a ona poczuła, że wsuwa palec wskazujący w jej odbyt.
Nie!! - zerwała się gwałtownie.
Odsunęła się od łóżka o oparła o ścianę,
Co?? - zdziwił się.
Trzymaj się ode mnie z daleka.
Zachichotał.
No nie mów, że nigdy ci nie wsadził od tyłu? Przecież on tak lubi!
Zacisnęła zęby i patrzyła nie niego z niepokojem.
Poklepał miejsce obok niego.
No chodź. Połóż się.
Nie drgnęła.
Nic nie będę robił. Jak tak bardzo nie chcesz, to nie.
Nie ufała mu.
No to sobie stój pod ścianą. Ja idę spać.
Odwrócił się do niej tyłem, przykrył kołdrą i znieruchomiał.
Stała pod ścianą, bojąc się ruszyć. Chciała, żeby usnął; wyszłaby wtedy z sypialni i poszła spać w głównym pokoju, na sofie. Nie chciała jednak wychodzić przed jego uśnięciem, bo obawiała się, że znowu coś mu do głowy strzeli. Wolała go nie prowokować.
Po kilkunastu minutach powoli, cichutko ruszyła w stronę drzwi sypialni. Obcy nie poruszył się, uznała więc, że naprawdę śpi.
Jak tylko wydostała się z sypialni, szybko ruszyła do drzwi wyjściowych. Niestety, kratka przed drzwiami była zabezpieczona dwoma kłódkami. Kiedy on zdążył to wszystko zrobić?? Fakt, prawie cały dzień spędziła zamknięta w łazience. Miał czas na wszystko, telefon, drzwi... wszystko...
Mogła próbować wołać o pomoc, ale nie wiedziała, czy ktoś by usłyszał... a jego kara na pewno byłaby sroga. I może nawet niebezpieczna.
Zrezygnowała z próby. Nie chciała się bardziej narażać, jeśli nie miała pewności, że uda się jej uwolnić od niego całkiem. Zemsta mogła być sroga, a ona nie miała ochoty dowiedzieć, się, jak sroga.
Dzień trzeci
Sprawiało jej ogromną frajdę łażenie po "tarasie dla pieszych", jak nazywała mosty dla pieszych, prowadzące od jednego centrum handlowego do drugiego w Central. Potrafiła ciągać po nich Bastiana godzinami - szła po niego do szkoły, gdy kończył lekcje, by potem spacerować. Zawsze się śmiał, że normalni ludzie chodzili na spacery do parku, a ona w centrum wielkiego miasta po betonowych ścieżkach. A ona niezmiennie mu odpowiadała, że gdyby była taka jak wszyscy, to by się z nią nie ożenił. Przyznawał jej rację i pieczętowali to wszystko całusem.
Miała ogromną ochotę pójść na taki spacer teraz - połazić bez celu dla samej przyjemności połażenia po pięknym Hong Kongu. W gorącym, parnym powietrzu, owiewana ciepłym wiatrem znad morza.
Zajęło to chwilę, by dotarło do niej, w jakiej jest sytuacji i że spacer taki był kompletnie niemożliwy.
W sumie mogłaby spróbować poprosić go o wyjście, a potem nawet starać się uciec, ale nie wierzyła w możliwość powodzenia takiego planu. Po pierwsze - nie sądziła, by w ogóle się zgodził wyjść, a poza tym - czy byłaby w stanie biec wystarczająco szybko, by się od niego uwolnić?
I gdzie mogłaby biec, dokąd uciec? Mieli co prawda przyjaciół w Hong Kongu, ale jakoś nie potrafiłaby wpaść do nich i prosić o schronienie. Była typem odludka i pomimo znajomych (w zasadzie znajomych Bastiana, którzy siła rzeczy stali się i jej znajomymi) właściwie nikogo w Hong Kongu nie znała - i wcale jej to nie przeszkadzało. Miała Bastiana, swoją pracę w domu, kontakt ze starymi przyjaciółmi przez internet i to jej starczało.
- Smutna od samego rana? - zapytał ją głos intruza.
- Nic ci do tego? - burknęła.
Powrót do rzeczywistość był chyba zbyt brutalny. Ta krótka chwila po przebudzeniu, kiedy jeszcze nie zdawała sobie sprawy jak źle jest, kiedy jeszcze wydawało się wszystko w normie i mogła być szczęśliwa przez ten moment - już minęła i Babsi została zaatakowana przez realność na nowo.
Postawił przed nią śniadanie.
- Dziś już musisz zadzwonić do matki.
Zerknęła na talerz, potem na niego. Nie chciała jeść.
- Zaszkodzisz dziecku - dobrze wiedział, co siedzi w jej głowie.
- A co ciebie to obchodzi? Przecież nie jest twoje!
- Mogłoby być moje. Ale jeśli chcesz poronić, to proszę bardzo. Ja po prostu zrobię ci następne.
Zacisnęła zęby i spojrzała na niego nienawistnie.
- Jesteś chory.
- Jesteś nudna powtarzając w kółko jedno i to samo.
- Odczep się!! - krzyknęła nagle. - Odczep się i wynoś z mojego domu.
Wstała i spoliczkowała go. Patrzył na nią przez moment zaskoczony, a potem uśmiechnął się lekko? i odniosła nieprzyjemne wrażenie, że z ironią.
- Proszę, proszę. Cóż za charakterek się tutaj ujawnia - powiedział.
- Nie wiem, kim jesteś i czego chcesz, ale tego nie dostaniesz. Nawet jeśli będzie mnie to kosztować życie!!
- A życie twojego dziecka!!
- I tak pewnie jest sierotą, bo ojca mu zabiłeś!! Jak zabijesz mnie to na pewno nie skażę go na życie z tobą, świrze!!
- Po co zaraz te wyzwiska??
- Jeśli myślisz, że będę ci się bezwolnie poddawać, to się grubo mylisz!! Nic nie zrobię, usiądę i będę siedzieć, dopóki się nie wyniesiesz z mojego domu!!
- Ciekawostka! - jego głos ociekał drwiną.
- Ty mnie jeszcze, fiucie obciągany, nie znasz! Jeśli wydaje ci się, że jestem posłuszną żoną o intelekcie idiotki, to przyjmij do wiadomości, że nie jestem Chinką!! Ja jestem z Europy, a tam takie fiuty jak ty się kastruje i wywozi na wysypisko śmieci!
- Zamknij się!!! - ryknął nagle.
- Nie zamknę się. Jeśli chcesz mnie niewolić, to licz się z konsekwencjami. Nie boję się ciebie!
- Nie? -zapytał groźnie, zbliżając się do niej.
- Nie!!!!- krzyknęła mu w twarz, a potem uderzyła go pięścią w nos.
Odsunął się, zakrywając twarz rękami, a potem spojrzał na dłonie; były we krwi.
- Zapłacisz za to!! - huknął.
- Chodź!! - stanęła w lekkim rozkroku, opierając wyzywająco ręce na biodrach.
Nie zastanawiała się nad tym, co robi. Po prostu walczyła.
Podszedł do niej i uderzył ją wierzchem dłoni. Odgarnęła rozsypane włosy i spojrzała na niego.
- Tylko na tyle cię stać?
Chwycił ja za gardło i przyciągnął do siebie. Nie wiedziała, co chciał zrobić, ale się też nie dowiedziała. Nagle ją puścił.
- Więcej mnie nie prowokuj - powiedział cicho i poszedł do kuchni.
Wszystko ucichło. Opadła na sofę nieco wystraszona. Dopiero teraz zaczynało do niej docierać w co mogła się wpakować.
Jakże inaczej wyglądały jej kłótnie z Bastianem. A czasem potrafiły być głośne; oj, potrafili się soczyście kłócić, ale na całe ich pożycie było takich prawdziwych awantur zaledwie kilka. Przed ślubem ona zawsze z nim zrywała podczas każdej kłótni. Raz zdarzyło się, że ich krzyki były tak głośne, iż sąsiedzi ich musieli przywoływać do porządku.
Ale czemu nie reagowali teraz? Czyżby wrzaski w ich mieszkaniu w ogóle ich nie obchodziły? Przecież do tej pory nic takiego w ogóle nie było. Oczywiście, że kłócili się z Bastianem, ale nie było krzyków bólu. A może tylko jej się wydawało - dla sąsiadów krzyki to krzyki, ona też nigdy nie wsłuchiwała się w znaczenie wykrzykiwanych za ścianą słów.