2006/02/26

Popatrzyła na niego zdziwiona. Czyżby zapomniał? Przez 10 lat pamiętał o ich rocznicy ślubu, a teraz zapomniał??
Kompletnie nic??
Nie miałem pomysłu, jak uczcić dzisiejszy dzień, a potem ty wyskoczyłaś ze swoją nowiną? nie wiem, co będziemy robić. Co tylko chcesz.
Nie, nie zapomniał. Po prostu nic nie zaplanował. Może to i lepiej.
To zostańmy w domu i gapmy się w telewizor - powiedziała.
A co jest w telewizorze?
Nooo, pewnie jakieś diody, kineskop i inne takie. Ja tam się nie znam.
Roześmiał się.
Poważnie pytam.
Nie wiem. Sprawdź w internecie.
Nie mieli programu telewizyjnego. Rzadko kiedy oglądali telewizję, więc nie było potrzeby go kupować. Wstał i podszedł do komputera.
Nic nie ma. Dopiero późnym wieczorem będzie jakiś strrrraaaaszny horror.
O myszach? - spytała, łypiąc na niego zadziornie.
Bastian straszliwie bał się myszy.
Tak, o myszach! - odparł równie zadziornie.
Obronię cię - powiedziała.
Zawsze to powtarzała - i fakt; kiedy mieli w domu myszy, to je odganiała. Nie była w stanie skrzywdzić zwierzątek, ale panika w oczach Bastiana i podkulanie nóg pod siebie sprawiały, że przynajmniej odstraszała je tupaniem. Potem przeprowadzili się, bo Bastian nie chciał dłużej mieszkać w "myszowym" domu.
Bastian znalazł w końcu jakiś znośny film w telewizorze. Włączył go, usadowił się wygodnie na kanapie, czekając na Babsi. Po kilku minutach wstał i poszedł po niski taborecik, który zazwyczaj służył mu jako podnóżek przy takich okazjach. Ponownie wygodnie się usadowił; nie czekał długo na pojawienie się Babsi. Usiadła koło niego, a potem ułożyła się wygodnie z głową na jego udach. Wiedział, że to jeszcze chwilę potrwa, zanim znajdzie sobie wystarczająco wygodną pozycję, więc cierpliwie czekał, aż przestanie się wiercić i dopiero potem objął ją oboma rękami.
Film, który wybrał, miał być komedia, ale jakoś nic go nie śmieszyło; nie usłyszał też, by Babsi się choć raz zaśmiała. Gładził jej włosy, szukając równocześnie drugą ręką pilota, by zmienić kanał.
Będzie ci przeszkadzać, jeśli poszukam czegoś innego, czy oglądasz?
Nie doczekał się odpowiedzi. Zerknął na nią - naprawdę "ciekawa" komedia - Babsi spała. Zaczął skakać po kanałach, szukając czegoś ciekawego. Nic ciekawego nie było, więc zostawił na Discovery i nieco nieobecnym wzrokiem gapił się w ekran, na którym przewijały się jakieś samoloty.
Lotnisko. Jedno z tych miejsc, które uwielbiał?
To był gorący dzień. Idiotyczny korek na drodze na lotnisko, w którym utkwiła, sprawił, że dotarła do punktu odpraw zaledwie 15 minut przez odlotem samolotu. Zbyt późno.
Nienawidziła latać. Bała się potwornie, każdy wstrząs był dla niej niewyobrażalnym stresem, a moment startu najgorszym koszmarem, jaki mogła sobie wyobrazić.
Było późno. Potwornie późno. Oddała bilet, mając nadzieję, że jeszcze jest trochę czasu. Mężczyzna zapytał ją o coś, potrząsnęła tylko głową, dając mu znak, że nie mówi po kantońsku. Znowu o coś zapytał - i znowu potrząsnęła głową. Za trzecim razem zrozumiała, że on mówił do niej po angielsku - przynajmniej starał się mówić. Ale to było wszystko - poza wrażeniem, że to angielski nie była w stanie wyłapać nic więcej.
A czas leciał? Dwie minuty, trzy? Stanęły jej łzy w oczach - nie tylko czekał ją koszmarny lot z Hong Kongu do Londynu, ale jeszcze do tego pewnie na niego nie zdąży i będzie musiała jakoś przebukować się na następny. Była coraz bardziej przerażona, ciężka łza zdenerwowania i strachu potoczyła się jej po policzku. Padło jakieś pytanie, ale znowu nic nie zrozumiała.
Pomóc w czymś? - zapytał głos za nią.
Nie mógł się oprzeć. Rzuciła mu się w oczy natychmiast, mimo tych mas ludzi, które tam były. Była tak nieskończenie, niewiarygodnie piękna, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Nigdzie się nie spieszył - kogo miał wsadzić w samolot i posłać na Tajwan, tego już wsadził. Teraz miał czas dla siebie. Dla niej właściwie - stanął sobie z boku, obserwując ją, jak dreptała nerwowo stojąc w kolejce do odprawy. Ale przecież nie będzie bezczynnie patrzeć, jak ma kłopoty - przepchnął się przez kolejkę, wciskając ludziom, że jest z nią, podszedł i zapytał, czy może pomóc.
Popatrzyła na niego, jak na zbawienie. Kiedy wyruszał ze swego miejsca, nie widział, żeby płakała, potem nie widział jej twarzy, więc wyraźny ślad łzy na jej policzku zszokował go lekko.
Nie rozumiem co on mówi - powiedziała bezradnie drżącym głosem.
Bastian szybko wypytał faceta o co chodziło - była bardzo spóźniona na swój lot.
Jesteś bardzo spóźniona - poinformował ją, po czym zapytał o coś.
Przez chwilę rozmawiali, a potem facet zaczął konwersować z kimś przez telefon.
Dowiaduje się, czy na ciebie poczekają - wyjaśnił jej Bastian.
Bardzo dziękuję za pomoc - powiedziała spokojniejszym już tonem.
Facet powiedział coś do Bastiana, a ten zerknął na nogi Babsi.
Mam nadzieję, że masz wygodne buty, bo będziemy biec - poinformował ją.
Skinęła głową, on tymczasem chwycił jej bagaż i zaczął przepychać się wśród ludzi.
Londyn? - spytał.
Znowu skinęła tylko głową.
Bastian ruszył biegiem w kierunku odpowiedniego terminala, Babsi za nim. Jej bagaż nie był wielki, ale i tak musiała się przy barierce tłumaczyć, dlaczego nie oddała go przy odprawie. Wydawało jej się, że to wszystko niemożliwie długo trwa.
Przeszła w końcu przez bramkę, bo zobaczyć, że odprawa się zakończyła. Stanęła bezradnie pośrodku holu, aż w końcu zainteresował się nią jakiś pracownik lotniska.
Bastian obserwował ich zza drugiej strony barierek. Potem patrzył, jak dziewczyna kieruje się do wyjścia ze strefy celnej, czy jakkolwiek się to nazywało.
Mieli na ciebie czekać - powiedział, podchodząc do niej.
Nie czekali.
No to z kim ten palant rozmawiał?
Popatrzyła na niego tylko bezradnie.
Muszę się przebukować - powiedziała cicho.
No to chodź - ponownie chwycił jej walizę.
Nie mogę od ciebie wymagać, żebyś ciągle mi pomagał - powiedziała.
Cała przyjemność po mojej stronie - odparł szczerze.
Ale pewnie też masz tu coś do załatwienia - "do załatwienia" brzmiało trochę głupio, ale mogło znaczyć zarówno, że odlatuje, jak i że właśnie przyleciał.
Co miałem do załatwienia, załatwiłem - uśmiechnął się. - Kolega poleciał, ja mam czas dla siebie.
Ale naprawdę, nie powinnam cię o nic więcej prosić, pomogłeś i tak wystarczająco - zarumieniła się.
Zazwyczaj nie była taka wstydliwa, ale ten Chińczyk był tak niesamowicie szarmancki i przystojny, że czuła się przy nim bardzo onieśmielona.
Chcesz, żebym cię zostawił? - zapytał na pół zaczepnie, na pół żartobliwie.
Nie - przyznała, szczerze, rumieniąc się jeszcze bardziej.
No to idziemy - uśmiechnął się ciepło.
Znowu stanęli grzecznie w kolejce, tym razem Bastian od razu mówił? i kilka chwil potem było po wszystkim.
Mam teraz trzy godziny czekania - powiedziała.
Pozwolisz się zaprosić na herbatę? - zapytał.
Pozwolę.
Była śliczna, gdy się uśmiechała.
Już był w niej zakochany.
Siedzieli w jednej z lotniskowych kawiarni, ciągle znajdując nowe tematy do rozmowy, czas płynął tak szybko, że o mało co nie spóźniła się też i na ten drugi lot.
Zdołali jeszcze tylko szybko wymienić adresy i rozstali się na półtora miesiąca - pierwszy i ostatni raz na tak długo.
Od tamtej pory uwielbiał lotniska. A ona ciągle panicznie bała się latać, choć udawało jej się nad tym jakoś zapanować.
Program o samolotach i lotniskach się skończył. Włączyłby jakąś przyjemną muzykę, ale musiałby w tym celu wstać, a to z kolei znaczyłoby obudzić Babsi, a tego nie chciał.
Półleżał więc, z jej głową na nogach, gładząc jej włosy.
To był jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu - będzie miał dziecko. Ukochana kobieta spała w jego ramionach - no, nie do końca akurat ramionach - i właściwie kompletnie niczego mu nie brakowało.


Dzień drugi

Następnego dnia rano obudził się wcześnie. Babsi jeszcze spała, wstał więc, starając się nie robić hałasu, po czym przygotował jej małe śniadanko. Nie jadała śniadań, ale postanowił przyzwyczaić ją do tego - dla dobra dziecka. Choćby małą bułeczkę - na początek przyzwyczajania - byle brzuszek był napełniony.
Musiał jeszcze wstąpić do szkoły, ale to później. Dzieciaki kazały mu się stawić - tak właśnie, kazały, nie prosiły - w związku z czym obiecał im, że będzie. Zazwyczaj nie miał problemów ze spotykaniem się ze swoimi dzieciakami, czego by nie potrzebowały, ale tego właśnie dnia myślał o tym z niechęcią - po prostu miał ochotę zostać w domu, z Babsi, pomagać jej w pakowaniu się do matki, gotować jej i robić wszystko, co robi się w domu. No, może w wyjątkiem sprzątania. Sprząta niech sobie sama. Prasuje też.
Kończył swoje - wcale nie takie skromne - śniadanie, gdy zaspana Babsi pojawiła się w kuchni.
To dla ciebie - wskazał jej talerzyk.
Bez protestu usiadła i zaczęła jeść przygotowaną bułeczkę i pić soczek. Popatrzyła na niego, gdy skończyła:
Mogę jeszcze?
Czy nie jesteś aby chora?? Chcesz jeść tak wcześnie??
To ty zacząłeś.
Jest jeszcze jedna. Jeśli będziesz chciała więcej, to będę musiał iść kupić.
Nie będę chciała.
Wstał, wstawił swoje naczynia do zlewu, zrobił jej drugą bułkę, a potem ruszył do pokoju, całując ją w głowę po drodze.
Zrobiłaś listę tego, co bierzemy ze sobą? - zapytał.
Uhm, ale nie skończyłam.
Gdzie jest?
Nie wiem. Gdzieś leży.
Aha.
Rozejrzał się uważnie po cały pokoju, aż w końcu zauważył kartkę papieru. Podszedł, ale jeszcze zanim wziął ją do ręki, wiedział już, że to nie jest to. Oparł dłonie na biodrach i rozglądał się dalej.
Nie widzę.
To patrz lepiej - mruknęła z kuchni.
Usłyszał szum wody i hałas mytych naczyń, a po chwili Babsi była w pokoju z kawałkiem papieru.
Źle patrzyłeś, była w kuchni.
Uch, ty - zrobił zamach, jakby chciał dać jej kuksańca łokciem, ale jej nie dotknął.
Uśmiechnęli się od siebie i Babsi poszła do łazienki.
Bastion szybko przejrzał listę; nie zauważył, by mu czegoś na niej brakowało, ale zawsze wychodził z założenia, że co dwie głowy to nie jedna, więc warto było sprawdzać, co notowała Babsi.
Pakować się jeszcze nie zaczęli. Chcieli uniknąć sytuacji "a to wziąłeś? nie pamiętasz? to sprawdź" i takie sprawdzanie kończyło się wyciągnięciem ważnej rzeczy i nie włożeniem jej z powrotem. Dlatego nauczyli się najpierw robić spis, a potem pakować rzeczy po kolei według spisu. W ten sposób mogli być pewni, że wezmą wszystko? pod warunkiem, że to wszystko na spisie się znajdzie.
Pukanie do drzwi. Bastian otworzył i zobaczył sąsiadkę, która obiecała zając się kociakami na czas ich wyjazdu. Dał jej kosz z kotami, wszystkie potrzebne, uprzednio spakowane, rzeczy, jedzenie i zabawki i ładnie podziękował za opiekę.
Gdy Babsi wyszła spod prysznica, zaczęli się krzątać po swoim małym mieszkanku, usiłując przygotować pełną listę rzeczy do spakowania. Za każdym razem, gdy się mijali, dawali sobie buziaka, albo przytulali się do siebie na moment. To on był prowodyrem tych czułości. Nie było to zresztą dziwne, bo był niepoprawnym romantykiem - w przeciwieństwie do niej. Rzadko kiedy udało mu się namówić ją na romantyczny film we dwoje, a kiedy już się udawało - usypiała w połowie, albo potem marudziła, że był nudny? Jak mógł być nudny, skoro on się na nim popłakał? Komedie romantyczne też odpadały. W wyniku końcowym romantyczne wieczory spędzali oglądając horrory i dramaty.
W końcu Babsi mogła odetchnąć - Bastian poszedł do szkoły spotkać się ze swoimi uczniami po raz ostatni przed wakacjami, a ona mogła w spokoju doprowadzić mieszkanie do porządku. Miała okropnego lenia, ale trzeba to było zrobić przez wyjazdem. Podobnie jak dla kotów, znalazła też opiekę dla jedynego kaktusa, który stał przy oknie, teraz musiała wszystko uporządkować, by było sterylnie czysto, jak będą wyjeżdżać.
Czas biegł jej szybko. Chciała przygotować jeszcze jakiś mały obiad dla męża, gdy ten wróci, ale wyglądało na to, że nie będzie miała czasu. Do tego odnosiła wrażenie, że z tego jej sprzątania, to więcej bałaganu się robi, niż porządku.
Udało jej się w końcu przynajmniej częściowo zrobić to, co zaplanowała. Poszła do kuchni z zamiarem zrobienia zupy cebulowej z jajkiem - jedna z tych nielicznych potraw chińskiej kuchni, jakie potrafiła zrobić naprawdę dobrze, powyciągała składniki z lodówki i zabrała się do roboty.
Bastiana ciągle nie było. Zupa była gotowa i stygła. Miał być najpóźniej koło czwartej, a minęła już piąta. Na początku się cieszyła, że zdąży z kulinarną niespodzianką, potem troszkę zmartwiła, że zupa wystygnie, teraz zaczęła się martwić. Bastian zawsze dzwonił w takich przypadkach i brak jakiegokolwiek znaku od niego nie był normalny. Chwyciła za telefon i wykręciła numer jego komórki. Sygnał był wolny, ale nikt nie odbierał. Może był w drodze do domu i nie słyszał telefonu? A może nie mógł go odebrać w aucie?
A może coś się stało??
Potrząsnęła głową. Strach ma wielkie oczy - nie ma co panikować, to dorosły mężczyzna, a dochodziła zaledwie szósta, nie było więc późno.
Usłyszała w końcu pukanie - dziwne, przecież Bastian wziął klucze. Ale może to nie on? Już otwierała drzwi, gdy pomyślała, że to może być jakiś policjant z info, że Bastianowi się coś stało. Serce zabiło jej mocniej, ale jej wewnętrzny terror trwał zaledwie ułamek sekundy, jaki potrzebowała na otwarcie drzwi: to był Bastian.
Co ci się stało? - zapytała z troską.
Wyglądał okropnie. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła się jej w oczy, były włosy - wystrzyżone na bardzo krótko. Uwielbiała grzywę Bastiana, uwielbiała zatapiać palce w jego czuprynie, a tu taka niespodzianka. W ogóle jego wygląd był nieciekawy.
Co się stało? - zapytała ponownie z większym niepokojem.
Nic. Nieważne - powiedział cicho, wchodzą do środka.
Twoje włosy?
Czas na zmiany - uśmiechnął się lekko.
Ale? Cały jesteś brudny? Bastian!!
Wezmę prysznic i będzie wszystko dobrze, wreszcie będzie wszystko dobrze.
O nic więcej nie pytała. Skoro nie chciał mówić, to nie było sensu go zmuszać; albo powie w końcu sam, później, albo nigdy. Wypytywanie niczego by nie zmieniło, doskonale o tym wiedziała.
Poszła do kuchni i nalała mu zupy do miseczki. Czekała aż wyjdzie z łazienki, ale on tam dość długo zabawiał - zaczęła się martwić, że zupa wystygnie.
W końcu pojawił się w kuchni. Umyty i doprowadzony do porządku wyglądał o wiele lepiej. Tylko te włosy.
Dzieciaki cię tak urządziły? - zażartowała.
Nic nie odpowiedział, zaczął natomiast bardzo szybko jeść. Musiał być głodny.
Dodałam kilka pozycji do naszej listy - powiedziała, siadając naprzeciwko niego ze swoją miską zupy.
Pokiwał głową, pochłaniając jedzenie. Po skończeniu wstał, podszedł do kuchenki i nalał sobie kolejną porcję.
Może weź sobie do tego chlebek kukurydziany. Świeżutki jest - powiedziała.
Stał przez chwilę, bezradnie rozglądając się po kuchni, aż zaczęła go parzyć nagrzewająca się od zupy miska.
Aj - syknął, siadając szybko. Trochę mu się rozlało, gdy szybko stawiał gorące naczynie na stole, ale chwycił ścierkę zanim ona zdążyła się po nią w ogóle ruszyć.
Przepraszam za bałagan - mruknął.
Uśmiechnęła się tylko. Kilka kropel zupy to nie bałagan.
Wiesz, pomyślałam, że w dniu wylotu moglibyśmy odprawić się rano i mieć to z głowy, a potem już w spokoju zdawać bagaże i inne takie.
Popatrzył na nią.
No ja wiem, że to jest podwójna droga na lotnisko, rano i potem przed odlotem, ale? - zaczęła się tłumaczyć.
Zrobimy jak chcesz - powiedział w końcu. - Byle czasu starczyło.
No chyba starczy - powiedziała.
Dobrze - skinął, kończąc drugą miseczkę.
Jeszcze? - zapytała, wskazując ruchem głowy miskę, a potem garnek.
Skinął, gryząc chleb.
Wstała i zabrała miskę, podczas gdy on kończył pieczywo.
Co dopisałaś do listy? - spytał.
Drobiazgi. Kilka dodatkowych par skarpetek dla ciebie.
Skarpetek?
No wiem, że wolisz boso, ale mojej mamie może się to nie podobać. Lepiej jej nie irytować.
Zirytowana teściowa? - mruknął.
No sam widzisz!! - zaśmiała się.
Uśmiechnął się lekko. Cały czas niepokoiło ją to, co się wydarzyło. Był jakiś markotny, nieswój. Wrócił późno, odrapany i brudny.
Trzecia miska została pochłonięta w takim samym tempie, jak dwie poprzednie. Co się dziwić - po śniadaniu nic nie jadł, potem wyszedł z domu, wrócił dopiero teraz - musiał być głodny. A Bastianowi apetyt dopisywał, nawet jeśli nie było tego po jego szczupłej sylwetce widać.
Skończył i pozmywał po sobie, a potem postawił miseczkę obok innych schnących naczyń. Troszkę zdziwiło ją, że nie zrobił żadnej uszczypliwej uwagi w stylu: wytrzyj, a nie czekaj, aż się zacieki zrobią - a nie lubił leżących na wierzchu naczyń, czyścioch jeden. Ale nie, nic nie powiedział, poszedł tylko do pokoju.
Musiał być bardzo zmęczony.
Poszła za nim; stał na środku, jakby nie będąc pewnym, czy chce się położyć na sofie, czy usiąść w fotelu. Podeszła do niego i położyła rękę na jego plecach i przesunęła ją wyżej, do jego ramienia i karku. Obrócił się do niej przodem, objął ją i przycisnął do siebie. Wtuliła się w jego ramię, czując jego ręce i ramiona obejmujące ją mocno. Przytulił nos do jej szyi i stał tak, bez ruchu prawie. Przesunęła dłonią po jego głowie; w pierwszym momencie poczuła zdziwienie, nie czując grubych włosów między palcami, ale kilkucentymetrowa szczecina na jego głowie okazała się bardzo przyjemna i w pewien sposób zabawna. Przesunęła dłonią po jeżu, czując wyskakujące spod jej dłoni i prostujące się włoski między palcami, by zaraz znowu zostać przyciśniętymi do skóry głowy.
Podoba mi się tak - szepnęła.
Poczuła, że mięśnie jego wtulonej w nią twarzy zmieniają układ - pewnie się uśmiechnął.
Stali tak, przytuleni do siebie, przed kilka minut, aż w końcu on, niechętnie, odsunął się od niej.
Powiesz mi co się stało, czy nie? - zaatakowała go w końcu.
Nic ważnego.
Tak wyglądasz i nic ważnego??
Spotkałem dziś kogoś i? no? mamy ze sobą pewne utarczki z przeszłości.
Biłeś się??? - zapytała ze zdumieniem.
Trochę się poszturchaliśmy - przyznał.
No ładnie. Jak dzieci.
Uśmiechnął się tylko.