Dzień pierwszy
Bastian wszedł do klasy objuczony "pomocami naukowymi". Dwóch chłopców od razu rzuciło się, by mu pomóc.
Gdzie to położyć? - zapytał jeden.
Na moim biurku - Bastian odpowiedział, oddając im część tego, co przytaszczył.
Klasa siedziała cicho, rzadki dość objaw.
Co tak cicho tutaj, umarł ktoś? - Bastian zapytał szeptem.
Kilka chichotów.
A umrze?
Znowu kilka chichotów.
No to co tak milczycie?
Co będziemy dziś robić? - zapytała jedna z dziewcząt.
Jak to co? Będziemy podsumowywać waszą pracę tego roku!! - Bastian puścił do niej szelmowskie oko.
No właśnie dlatego jest tak cicho... - mruknął ktoś.
No nie miejcie o to do mnie pretensji... - Bastian uśmiechnął się. - Jak się lenicie, to już nie moja wina.
Wcale się nie lenimy!!
Fakt, Fai, ty się nie lenisz. Jak tam twój czas przeszły?
Klasa zachichotała.
Lau sifu, pan od nas za dużo wymaga!!
Chyba od zawsze wołali na niego "Lau sifu".
Ja? Żartujesz chyba!!!
W klasie powstał szmer zapowiadający mała awanturkę. Bastian wiedział, jak to się może skończyć.
Dobra, dobra, spokój już. Dziś będziemy się trochę rozrywać. To ostatnia normalna lekcja przed wakacjami, którymi na pewno już żyjecie, więc nie będzie tak do końca normalnie, ale też i wam nie odpuszczę - znowu się szelmowsko uśmiechnął.
Kątem oka zauważył rozmarzony uśmiech Yuk Chen.
No to co będziemy robić? - zapytał ktoś.
Podzielimy się na grupy. Będziemy udawać anglojęzycznych obcokrajowców. I będziemy ze sobą rozmawiać. Ale... - zawiesił głos na moment - dowcip polega na tym, że w każdym anglosaskim kraju mówi się z innym akcentem i każda grupa będzie musiała się do tego dostosować.
Bo jak nie, to będą same złe oceny - powiedział Fai, naśladując brytyjski akcent i sposób mówienia Bastiana.
Tak właśnie, jak mówisz spryciarzu. A żeby ci za łatwo nie było, to wylądujesz w grypie... irlandzkiej.
Co?
Ha!!! - wykrzyknął Bastian tryumfalnie.
Bastian uśmiechał się do siebie, patrząc, jak dzieciarnia zaśmiewa się z własnych żartów.
Lubił swoją pracę i lubił swoją klasę. Lubił zadziornych chłopaków i był świadom tego, że połowa dziewcząt się w nim kochała. Ba, wiedział nawet, która najbardziej. Spojrzał na Yuk Chen, była w grupie australijskiej. Jej oceny z angielskiego były zdecydowanie lepsze od tych z innych przedmiotów i czasami miał wrażenie, że dziewczyna wkuwa tylko po to, by jemu zaimponować. Jakiekolwiek jej motywy by nie były - jej język dobrze na tym wychodził, a przecież o to chodziło.
Obserwowanie nastolatków sprawiało mu frajdę. I tym bardziej bolała go cisza w domu, cisza, która powinna była być wypełniona jakimś śmiechem. Z lekką paniką przypomniała mu się rocznica ślubu, na której uczczenie kompletnie nie miał pomysłu. Niby nie jakaś okrągła, bo jedenasta, ale tym bardziej chciał zaskoczyć Babsi czymś wyjątkowym w tym roku.
Odgarnął grzywkę z brwi i usiadł normalnie za biurkiem. Zerknął na zegarek - mieli jeszcze siedem minut do skończenia przygotowań i przedstawienia co każda grupa zrobiła. Już czuł, że będzie to masa śmiechu. Znał te swoje łobuziaki.
Po zajęciach zaczął powoli zbierać klamoty, które przyniósł na lekcję. Dopiero po dłuższej chwili zauważył, że ktoś cierpliwie stoi przy jego biurku i czeka. Uniósł głowę i zobaczył Yuk Chen.
Tak? - spytał
Lau sifu, czy w tym roku będzie pan prowadzić letnie zajęcia?
Nie, słonko, w tym roku nie.
Szkoda - jej buzia się nadąsała.
Uśmiechnął się.
Wykorzystaj te wakacje na wielkie leniuchowanie - powiedział.
Słyszałam... - zaczęła, ale słowa utknęły jej w gardle.
Co słyszałaś? - spytał ją po chwili, widząc, że chyba zdania nie skończy.
Słyszałam, że odchodzi pan ze szkoły i to już ostatni rok.
Kto ci to powiedział? - jego brwi uniosły się.
Tak mówią...
Nie, nigdzie się nie wybieram. Widzimy się ponownie po wakacjach, chyba że w międzyczasie postanowisz zmienić szkołę.
Na pewno nie - zapewniła go żarliwie.
No to super.
Ruszyła do wyjścia, ale zatrzymała się w progu i obróciła, by na niego popatrzeć.
Tak? - spytał.
Nic, nic - odwróciła się i opuściła pomieszczenie.
Uśmiechnął się do siebie, ale chwilę potem jego myśli były już w domu. Ciągle nie miał pomysłu na uczczenie rocznicy ślubu, ale to nie zmieniało faktu, że chciał być już z Babsi. Teraz i przez całe lato.
Najpierw planowali pojechać do jej rodziny w Szkocji, potem zmodyfikowali to na odwiedziny jej matki, stąd pierwszy raz od kilku lat nie prowadził letniej klasy angielskiego. Niespecjalnie uśmiechał mu się ten wyjazd - wiedział, że jej matka nie była zachwycona faktem, iż jej jedyna córeczka wyszła za żółtka. Nigdy tego przed nim nie kryła; ale z drugiej strony całe lato spędzić razem z Babsi - to było coś. Babsi twierdziła, że będą mieli mnóstwo czasu, by wreszcie porządnie postarać się o dziecko; jeśli i tym razem nic, to zmiana lekarza; czwarta już. Ciągle tylko słyszeli, że są zdrowi, ale nikt im nie był w stanie powiedzieć, dlaczego Babsi ciągle nie mogła zajść w ciążę. Ona wiązała nadzieje z tym "pracowitym" latem, a on po prostu cieszył się, że będą ciągle razem. Oby tylko utyskiwania matki nie zepsuły Babsi wakacji, bo on się marudzeniem starej nigdy nie przejmował. Choć wiedział, że może go wkurzyć i miał nadzieję, że nerwy mu nie puszczą ani razu. Albo przynajmniej nigdy w obecności Babsi.
Cieszył się na to lato. Cieszył się, bo zapowiadało się cudownie. Chmury w postaci teściowej nie były w stanie zasłonić słoneczka na niebie.
Natomiast na razie chmury przybrały obraz korku na ulicy. Ech, powinien był jechać tunelem. Pal licho te 25 dolców, ale szybciej byłby w domu.
Robiło się coraz bardziej gorąco. Bastian nienawidził korków i nienawidził gorąca. I bardzo chciał być już w domu, mimo iż wstępnym pomysłem na uczczenie rocznicy była standardowa kolacja i inne "romantyczne pierdoły", jak to mawiała Babsi. Właściwie to nawet żadnego prezentu dla niej nie miał, nawet kwiatka... ale w sumie racja, ona za "zielskiem" nie przepadała.
Jego matka zawsze się śmiała, że jakaś dziewczyna będzie zachwycona, kiedy go usidli - bo takiego drugiego romantyka jak on to na świecie nie ma. A on - cóż za pech - musiał zakochać się akurat w kimś, kto romantyczność miał w głęboko w nosie, a romanse -zarówno filmy, jak i książki - uważał na straszliwe nudy i stratę czasu. Czerwonych róż nie cierpiała, romantycznych kolacji też. Każda jego próba stworzenia miłosnego nastroju podczas jakiegoś posiłku kończyła się tym, że ona szybko jadła, zdmuchiwała świeczki, a potem łapała go za rękę i kochali się w jakichś zwariowanych miejscach, gdziekolwiek przyszło jej do głowy go zaciągnąć.
Może to właśnie była jej reakcja na jego romantyzm - nabierała na niego natychmiastowego apetytu.
Wyjechał w końcu z tego piekielnego korku i dość szybko ruszył do domu.
Już w drzwiach odniósł wrażenie, że mieszkanie jest puste. Zajrzał do kotki i kociaków; ona leżała wyciągnięta, a maluchy spały poprzytulane do niej. Chociaż takich dzieci się dorobili... właściwie to wnuków, nie dzieci. Pogłaskał wszystkie zwierzaki po kolei, a potem zajrzał do kuchni.
Na lodówce była przyczepiona magnesikiem kartka: "Jeśli wrócisz przede mną, to siadaj na tyłku i czekaj aż wrócę. Ani mi się waż cokolwiek robić, ani gdziekolwiek zaglądać." Oczywiście, natychmiast poczuł ogromną pokusę, by poszperać wszędzie i znaleźć to, co chciała przed nim ukryć. Wahał się bardzo długą chwilę, ale w końcu poszedł do pokoju, usiadł na kanapie i włączył rzadko używany telewizor. Do pilota przyczepiona była karteczka: "Bardzo grzeczny chłopczyk". Roześmiał się głośno, zastanawiając się równocześnie, czy gdzieś jest przyczepiona karteczka "Bardzo zły chłopczyk".
Przeskakiwał po kanałach, nie widząc niczego ciekawego.
Długo jednak nie trwało, gdy zauważył coś ruszającego się przy drzwiach. Po chwili Babsi weszła do środka.
Jak śmiałeś wrócić przede mną? - zaatakowała go od razu.
Korek był, ale jakiś taki za mały widać - odparł, wstając z zamiarem pomocy przy taszczeniu tego, co niosła.
Nie! - warknęła.
Zatrzymał się nieco zaskoczony.
Oki, nie to nie - uniósł obie ręce w obronnym geście.
Zataszczyła swoje toboły do drugiego pokoiku, a potem wyszła do niego, zamykając za sobą dokładnie drzwi.
Co tam masz? - zapytał, zaglądając ponad jej ramieniem.
Nic - odparła z całkowicie niewinną miną.
To nic to chyba dość ciężkie jest, co?
Nie.
Co jemy?
A co ugotowałeś?
No miałem niczego nie ruszać przecież!
I nie ruszałeś?
No nie.
Grzeczny chłopczyk - pocałowała go w policzek, a potem poszła do kuchni. On za nią. - No to co ugotujesz? - spytała.
A na co masz ochotę?
Na ciebie. Ale to potem.
A teraz?
Wymyśl coś. Nawet nie wiem, co mamy.
Tak jest, psze pani.
Widział, że była zmęczona. Ale nie pytał - może to było częścią tajemnicy; i tak wszystkiego się w końcu dowie.
Ale zaraz, zaraz...
Najpierw nic mi nie wolno ruszać, a teraz już wolno? - zapytał, wpadając do pokoju.
Tak.
Ale nic nie zmieniałaś, to skąd wiesz, że teraz tego nie znajdę.
Bo nie ma nic do znajdowania.
To był test??
Uhm.
Niedobra!!
Wrócił do kuchni. Teraz go dopiero zaciekawiło: dlaczego ona go testuje? Po co sprawdza, czy może mu ufać? Co kryje? A może to tylko żart? Ale te toboły, które przytaszczyła to nie żart, naprawdę coś przyniosła i schowała w pokoiku.
A może wcale go nie testuje, tylko to jest jej wybieg, by niczego nie szukał? Ta kobieta ciągle była dla niego zagadką. Nawet po tylu latach spędzonych razem ciągle potrafiła go czymś zaskoczyć. I choć zawsze spodziewał się tego, że zrobi coś nieoczekiwanego, zawsze był zadziwiony.
Nagle zachciało mu się z nią kochać. Zatrzasnął otwieraną właśnie lodówkę i ponownie poszedł do pokoju. Układała "durnostoje", jak nazywała wszelkie bibeloty, na półce. Podszedł do niej i objął ją wpół.
Co, jedzonko gotowe? - spytała.
Nie.
No to czego?
Ciebie - pocałował ją w kark.
Głodna jestem.
Ja też.
Odwróciła się do niego; od razu przycisnął swoje usta do jej.
Odwzajemniła pocałunek, nic nie mówiąc, a potem delikatnie skierowała go w stronę kuchni. Całując się do niej dotarli i oparli o blat przy zlewie. Bastian czuł delikatny zapach jej perfum, zmieszany z kurzem ulicy i szamponem, którym rano umyła włosy. Przycisnął ją mocnej do siebie i wsunął język jeszcze głębiej w jej usta, smakując ją jakby to był pierwszy raz, kiedy ją całował. Wsunęła palce w jego włosy i lekko zacisnęła w pięści; wiedział, że za chwilę jego włosy zaplączą się w jej pierścionki i go pociągnie, zawsze się tak działo, ale nigdy mu to nie przeszkadzało.
Odkleił się od jej ust i zaczął całować jest szyję - odchyliła głowę, a jej włosy opadły na plecy; zaczął rozpinać jej spodnie, smakując równocześnie skórę jej szyi i dekoltu. Wyplątała ręce z jego włosów i przesunęła je na jego ramiona, a potem na klatkę piersiową. Po kilku sekundach szybkim ruchem zdjęła jego koszulkę - z niechęcią zabrał ręce z jej pośladków, by je unieść i umożliwić zdjęcie ubrania. Zaraz potem wróciły tam, skąd zostały zabrane, tyle że już nie przez spodnie, które miała na sobie, a pod nie; przez chwilę się wahał, a potem wsunął dłonie bezpośrednio na jej skórę, po czym powoli zsunął z niej spodniej razem z majteczkami.
Ona złapała jego głowę w obie ręce i popatrzyła mu w oczy. Uśmiechnął się, a potem pocałował ją w usta. Szybko uciekła mu, całując go po policzkach i schodząc niżej, na klatkę piersiową. Pozwalał jej na pieszczenie go przez chwilę, a potem złapał, obrócił ich, posadził ją na szafce i sprawnym ruchem zdjął jej spodnie. Zsunął swoje, po czym w nią delikatnie wszedł.
Kochali się powoli, nie mogąc pogodzić się co do tego kto kogo i gdzie całuje. W końcu przytulili się do siebie; ona wtuliła twarz w jego ramię, on oparł podbródek na czubku jej głowy, rozdmuchując szybkim oddechem jej włosy.
Szepnęła coś. Nie zrozumiał, ale nie przypominało to "kocham cię" ani po angielsku, ani po kantońsku. Nigdy nie rozumiał, dlaczego ona to właściwie mówiła. Przecież wiedział.
Co? - wysapał.
Jesm w ży...
Co?? - czuł, że za chwilę będzie szczytować.
Uniosła głowę i popatrzyła na niego.
Jestem w ciąży - powiedziała dokładnie w momencie, gdy poczuł potężną falę orgazmu.
Oparł czoło o jej ramię. Ciągle nie docierało do niego to, co właśnie powiedziała. Oddychał głośno i szybko, chowając penisa i zapinając spodnie.
Co? - zapytał ponownie, mało przytomnie.
Zeskoczyła z szafki, wciągnęła spodnie, złapała go za rękę i pociągnęła do zamkniętego pokoiku. Tam wyrzuciła zawartość tobołów na łóżko: pieluchy, śpioszki i inne dziecięce artykuły. Oczy rozszerzyły mu się ze szczęścia; chwycił ją wpół i razem upadli na łóżko pośród jej zakupów. Śmiał się na całe gardło i całował ją równocześnie. Wreszcie doczeka się tupotu małych nóżek i kogoś, kto powie do niego "tato".
Przestań!! - śmiała się z nim, usiłując go odepchnąć.
Od kiedy wiesz? - spytał.
Od zeszłego tygodnia. Chciałam mieć pewność, zanim bym ci powiedziała.
Ile?
Trzeci miesiąc.
Nic nie zauważyłaś??
Mało to mieliśmy fałszywych alarmów??
Nic nie odpowiedział. Doskonale pamiętał ten dzień cztery lata temu, gdy wszystko wskazywało na to, że jest w ciąży, a okazało się to być jakimiś zaburzeniami pracy jej jajników. Płakał wtedy całą noc; ciągle był przekonany, że ona tego nie widziała, a ona nie chciała wyprowadzać go z błędu i pozostawiała go w mniemaniu, iż nie widziała jego łez.
Ale teraz było inaczej. Teraz było naprawdę i według lekarza wszystko było w najlepszym porządku. Mogła mu już powiedzieć, wybrała właśnie ten dzień - rocznicę ich ślubu. Doskonały dzień na ładne prezenty i dobre wiadomości.
Leżał na plecach, z rozrzuconymi rękami, śmiejąc się do siebie i gapiąc na sufit. Usiadła i patrzyła na niego - uwielbiała, gdy był taki szczęśliwy, był wtedy najpiękniejszym facetem na świecie, jego skośne oczy skośniały jeszcze bardziej od śmiechu, pokazywał równe, białe ząbki i wydawał z siebie dźwięki podobne do tych, jakie wydawała foka... Mogłaby tak siedzieć i patrzeć na niego wiecznie. Kochała go nieprzytomnie.
No to co chcesz na obiadek? - zapytał, opierając się na łokciu i patrząc na nią.
Zależy co mam do wyboru.
Cokolwiek, na co masz ochotę. Byle zdrowe.
A jeśli nie będzie odpowiednich składników?
To pójdę do sklepu i kupię.
Długo będziesz taki kochany?
A nie jestem zawsze kochany?
Nie aż tak - wystawiła język.
A czemu pytasz?
Bo chcę wiedzieć, jak długo będę się tobą cieszyć.
Kiedy się nacieszę dzieckiem, to mi przejdzie.
To mam nadzieję, że dopiero za dwadzieścia lat.
Popchnęła go na plecy i usiadła na nim.
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze - powiedział poważnie.
Będzie dobrze - zapewniła go, całując po obnażonej klacie.
Może nie powinniśmy?
Zwariowałeś?? - doszła do szyi.
Przymknął oczy i uśmiechnął się lekko. Koniuszek jej języka pieścił spód jego szczęki.
Ale nic się nie stanie? To na pewno bezpieczne? - szepnął.
Jestem w ciąży, a nie chora - szybko zdjęła swoje spodnie i zsunęła jego. - No co jest? - zapytała z rozczarowanie, widząc, że on nie był gotowy.
Obowiązek spełniłem, na razie jest na urlopie.
Ja mu dam urlop - całego go całować, a potem wzięła do ust.
Bastian podłożył ręce pod głowę, rozkoszując się pieszczotami. Czuł się bosko. Nic go już nie stresowało, ani teściowa, ani upał, ani wielka podróż. Było fantastycznie.
Usiadła na nim i zaczęła się powoli poruszać. Położył ręce na jej udach i popatrzył na nią. Miała przymknięte oczy i lekko rozchylone usta. Usiadł i przytulił ją do siebie. Objęła jego głowę ramionami i kochali się, spleceni, czując napływające fale gorąca. Babsi przycisnęła go do siebie; kochała go tak mocno, że aż bolało ją to czasem, tak mocno, że aż chciała być nim, częścią niego prawie że fizycznie, chciała, by ją wchłonął i by stali się całkiem jednym, bo nawet będąc tuż obok czuła się, jakby był daleko i niesamowicie za nim tęskniła, za jego głosem, gdy nic nie mówił, za jego zapachem, gdy go nie czuła, za jego ciepłem, gdy stał zbyt daleko.
Siedzieli tak przytuleni do siebie i żadne nie miało ochoty odkleić się od tego drugiego. Czas nie miał znaczenia, nigdzie się nie spieszyli, nic nie planowali. Mogli tak siedzieć do końca świata.
Burczenie w brzuchu Babsi przypomniało im, że jednak czas nie stanął w miejscu.
Puść mnie, coś zrobię jeść - powiedział Bastion.
Nie chcę - zrobiła nadąsaną minkę jak mała dziewczynka.
Ale twój brzuszek chce. A może to nasze maleństwo chce?
Okej - poddała się i zsunęła z niego.
Poszedł do kuchni, wciągając po drodze spodnie. Całkowicie zapomniał, że chciał robić jej jakieś niespodzianki i miał jakieś plany - a raczej martwił się brakiem planów - na ten wyjątkowy dzień. Dzień był podwójnie wyjątkowy i to ona zrobiła mu niesamowitą niespodziankę.
Z jego twarzy w ogóle nie schodził uśmiech, stał, myjąc warzywa i śmiejąc się, dosłownie, bo co jakiś czas wybuchał cichym chichotem, dusząc się równocześnie, bo usiłował te napady radości jakoś stłumić.
Szybko przyszykował sałatkę, ryż z warzywami (bez ostrych przypraw, choć je uwielbiała) i zaniósł wszystko do pokoju. Ona siedziała, studiując swoje notatki z serii: 'żebym nie zapomniała niczego wziąć'.
Postawił wszystkie miseczki, które był w stanie unieść na raz, na stole, potem wrócił po pozostałe. Kiedy był z powrotem w pokoju, ona siedziała już przy stole z pałeczkami w ręku. Czekała, aż on usiądzie, posłała mu buziaka i zaczęła jeść.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak byłam głodna - powiedziała.
Jedz, jedz. Teraz nie możesz tego zaniedbywać.
W twoim mniemaniu to pewnie teraz to ja już nic nie mogę.
Jestem tylko ostrożny.
Lekko mu dokuczała z powodu jego nagłej nadopiekuńczości, ale w sumie była zadowolona, że właśnie taka była jego reakcja. Nie chciała stracić tego dziecka, zbyt długo się o nie starali, by teraz wszystko zmarnować i zaprzepaścić przez jej głupotę.
Jadła powoli. Nigdzie się jej nie spieszyło, była więc w połowie syta, gdy Bastian odsunął od siebie swoją miseczkę opróżnioną z ryżu.
Ciekawe, czy utyjesz - zastanowił się głośno.
Trudno było mu wyobrazić swoją żonę z nadwagą. Czasami była okropnym niejadkiem, kiedy indziej znowu pochłaniała ogromne ilości jedzenia, nigdy jednak nie utyła. Nawet jeśli były jakieś wahania wagi, to on nigdy nie zauważył żadnej różnicy w jej wyglądzie.
Nie wiem - mruknęła z ustami pełnymi ryżu. Już dawno temu nabrała mało kulturalnego w Europie, całkiem normalnego w Chinach, obyczaju mówienia z pełnymi ustami. - Przeszkadzałoby ci?
Nie - odpowiedział szczerze.
Obserwował ją, gdy jadła. Była przepiękna. Był w niej wciąż nieprzytomnie zakochany, jak 14 lat temu, gdy ją poznał, ale wiedział, że to nie tylko jego zakochane oczy ją taką widzą. Iluż to kolegów na studiach pytało go, jak sobie złapał taką ładniutką białą dziewczynę. On zawsze wzruszał tylko ramionami - z jednej strony sam nie wiedział, a z drugiej doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam był przystojnym facetem - o czym świadczyły podkochujące się w nim uczennice. Powinni mieć prześliczne dziecko.
Co będziemy robić? - zapytała, zerkając na niego.
A co chcesz robić?
Nic nie masz w planach?
Nie.